Miejski Dom Kultury w Łańcucie przywitał nas chłodno, ale ten chłód na pewno nie płynął ze sceny. Kilka minut po godzinie 18 światła na sali przygasły, a na scenę wyszło trzech muzyków: Bolo Pietraszkiewicz, Krzysztof Myszkowski i Roman Ziobro. Skład mocno okrojony w porównaniu z tym co było jeszcze rok temu. Nie dziwne więc, że słuchacze musieli przyzwyczaić się do „nowego” bardziej „surowego” brzmienia. To przyzwyczajanie przebiegało rożnie; od nieśmiałych oklasków, wsłuchiwanie się, po skromne wspólne śpiewy. Wysłannikom Bazy koncert się podobał.

Formuła koncertu to jak na SDM przystało, „rozmowa” za pośrednictwem wierszy, układająca się w opowieść. Muzyczną opowieść o życiu, upływającym czasie i nieuchronnej śmierci.

Nieco zmienione aranżacje nie zmieniają wymowy utworów, a nawet wzmacniają ich odbiór, dzięki mocnemu brzmieniu gitary elektrycznej Bolo Pietraszkiewicza, który radził sobie dzielnie z „dodawaniem smaczków” poszczególnym piosenkom.

W kilku utworach pan Bolo grał również na instrumencie klawiszowym, co ciekawie uzupełniło m.in. piosenkę: „Oswojony przez śmierć”. Chłód jaki „wiał” z klawiszy faktycznie sprawiał wrażenie, jakby tytułowa śmierć czyhała gdzieś za rogiem. Instrument klawiszowy wybrzmiewał również w utworze „Najważniejsze jest” dzięki temu nabrał posmaku jazz’owego delikatnie wnikając w strukturę piosenki.

Cieszy powrót brzmienia kontrabasu do starszych i nowszych piosenek, przypominający powrót do źródeł niegdysiejszego kwartetu, który teraz stał się triem. Pojawiło się też kilka piosenek jeszcze nie utrwalonych na płytach CD. Najjaśniej „świeciła” „Topielica” (zagrana dwukrotnie) oraz pełna pasji „Uwaga przyjaciel”. Głos i kondycja pana Krzysztofa Myszkowskiego przez cały występ pozostawała bez zarzutu.

Nie zabrakło muzycznych wspomnień. Pojawiły się m.in. starsze utwory jak: „Komunia”, „Jak”, „Bieszczadzkie Anioły”, „Czarny blues o czwartej nad ranem” oraz zagrana w czasie bisów „Gloria”. Utwory te również otrzymały surowsze brzmienie, mimo to publiczność nieśmiało wtórowała  śpiewającemu artyście. W pokoncertowych rozmowach dowiedziałem się, że mimo wszystko ten „chór” był słabszy niż podczas poprzednich koncertów w tym miejscu. Może to z powodu zimnej sali?

Podsumowując, koncert był interesujący. Rozgoryczonych obecnym kształtem zespołu na pewno niezadowoli, brak ciepłych, rozbrykanych skrzypiec, finezyjnie wygrywanych melodyjek na harmonijce ustnej czy wirtuozerii pana Czarneg, ale już od wielu lat pan Krzysztof przyzwyczaja nas do zmian, jeśli za tym nadążymy SDM w nowej odsłonie powinien nam się spodobać, jeśli nie… to i tak wszyscy spotkamy się kiedyś przy jakiejś studni.

Jedyny zarzut jaki mógłbym tu napisać to dość zimna sala łańcuckiego Domu Kultury i niewygodne siedzenia. Ale to nie ma znaczenia przy obcowaniu ze SZTUKĄ przez duże S.

Spis zagranych utworów:

1. Wolałbym

2. Trzeba żyć

3. Tryumf sprawiedliwości

4. Zgodliwość

5. Uwaga przyjaciel

6. Kraj odwrócony

7. Wyobraźnia

8. Do przyjaciela

9. Najważniejsze jest

10. Psalm grzesznika

11. Zemsta słów

12. Dedykacja poecie

13. Komunia

14. Jak

15. Oswojony przez śmierć

16. Wiem

17. Topielica

18. Bieszczadzkie Anioły

19. Czarny blues o czwartej nad ranem

————

BIS

20. Ten nowy rok

21. Ogień zapłonie w nas

————

BIS 2:

22. Serce moje

23. Gloria

————

BIS 3:

24. Topielica

Galeria zdjęć:

Reklamy